Skip to content


Piłeś? Daj się związać i idź spać…

„Żłopanie przypomina picie, tylko więcej się wylewa”, jak pisał Terry Pratchett w „Trzech Wiedźmach”. Czasem niestety trzeba zrezygnować z humorystycznego podejścia i wziąć poprawkę na jeszcze poważniejszy od alkoholu czynnik katastroficzny, jakim jest wszechobecna, wszechogarniająca i prawdopodobnie (według Einsteina) nieskończona ludzka głupota.
True story ze znaczną ilością krwi na Nowy Rok.

Od jakiegoś czasu spędzam Sylwestra (i kilka dni „towarzyszących”, w zależności od układu w kalendarzu) w Zakopanem, u znajomych (podziękowania!). Zawsze było wesoło, by nie powiedzieć hucznie. Nigdy nikomu się nic nie stało w pijanym widzie, czy na trzeźwo, jeśli nie liczyć kolegi, który pewnej nocy postanowił „wybrać się pod bacówkę”. Nie pytajcie. Żyje i ma tylko bliznę.
Samo miasto zawsze było dla mnie oazą spokoju poza sezonem i odpowiednikiem zatłoczonego Intercity w sezonie, jednak z reguły większość jego aspektów odbierałem pozytywnie. Za wyjątkiem cen w knajpach. Ale się rozgadałem…

Long story short, jak mawiają – w tym roku również było hucznie i szampańsko, głowa bolała wszystkich, czyli impreza udana. W Nowy Rok, wychodząc od znajomych skierowaliśmy się z Małżonką „w dół”, celem wpakowania się do samochodu zaparkowanego w okolicy kościoła na Krupówkach. Idąc pewną uliczką, blisko już celu podróży, naszą uwagę zwróciło małe zamieszanie – w bramce prowadzącej do nieszczególnie nowego i zadbanego domu stała młoda kobieta w zakrwawionej bluzie i rozmawiała ze stojącą po drugiej stronie ulicy turystką, która obiecywała wezwać pogotowie. Mowa była między innymi o krwi, całość sceny wyglądała dosyć chaotycznie.

Dziewczyna wbiegła do domu, zaś my zapytaliśmy turystkę, która zdążyła wezwać już karetkę (ktoś odebrał!), jak wygląda sytuacja. Usłyszeliśmy tylko, że „chłopak sobie podciął żyły”. No pięknie.
Przeszliśmy przez ulicę i weszliśmy do domu – tu przyznaję, że motorem działania była moja Małżonka.

Wewnątrz zobaczyliśmy rozbitą szybkę w drzwiach od sieni (o to narzędzie zbrodni zidentyfikowane), trochę szkła, znaczną ilość rozchlapanej krwi na podłodze (chyba nie tyle, żeby się wykrwawić, ale dużo więcej niż przy zwykłym skaleczeniu) i leżącego na podłodze, półnagiego młodego mężczyznę, bladego jak ściana, z zabandażowanym prowizorycznie nadgarstkiem.

Założyłem rękawiczki na wszelki wypadek, podczas gdy moja Żona poinstruowała dziewczynę, jak zatamować i jak trzymać rękę, jak uciskać etc., czyli dla mnie czarna magia. Niemniej jednak szybko okazało się, że noworoczne cięcie odbyło się nieskutecznie i po pijaku, ponieważ poszkodowany zaczął zdradzać objawy życia, a następnie objawy rozmijania się z kulturą osobista, mianowicie, zobaczywszy mnie rozpoczął tyradę niekończących się „ho no tu!”, „ej, koleś”, „no k*.*a” i podobnych, po czym zaczął podejmować niezdarne próby przejścia w pozycję wertykalną, co z powodu alkoholu, utraty krwi i trzymającej go za rękę dziewczyny było równie skuteczne, jak usiłowanie otworzenia parasola w…

Tak czy siak, dokonałem szybkiej analizy faktów:

  • jestem z Żoną, której muszę zapewnić bezpieczeństwo w pierwszej kolejności
  • dookoła jest krew, w której nie wiadomo, co oprócz alkoholu, pływa
  • jest też dużo szkła – co w przypadku szarpaniny nie wróży dobrze
  • weszliśmy aby zorientować się w sytuacji i ewentualnie udzielić pomocy, a nie szarpać się z idiotą, który nie może wstać, a mimo tego się rzuca

Co zrobilibyście na naszym miejscu? Bo ja stwierdziłem, że nasza rola skończyła się na tym, co zrobiliśmy, czyli na upewnieniu się o zagrożeniu, lub jego braku. W związku z tym wyszliśmy z domu, potwierdziliśmy u wspomnianej turystki, że karetka została wysłana, zaleciliśmy zadzwonić jeszcze raz i poinformować, że niedoszły denat jest agresywny, w związku z czym przydałby się też radiowóz, poczekaliśmy na przyjazd karetki i Policji, po czym pożegnaliśmy turystkę i poszliśmy w dalszą drogę.

Pozostało mi jednak poczucie ogromnej ludzkiej niewdzięczności. Może jestem głupi, ale jakoś nie było to miłe.

Co chcę przekazać? „Nie pijcie, bo to złe”? Absolutnie nie!

Jestem wielkim entuzjastą różnych trunków w różnych ilościach, chociaż nigdy pod wpływem nie zrobiłem niczego głupiego… tzn. niczego głupiego, czego nie zrobiłbym na trzeźwo, nigdy pod wpływem nie prowadziłem samochodu, nie dałem nikomu w pysk etc.
Pod wpływem zdarzało mi się za to imprezować, wracać przez cały Kraków do domu w nocy na nogach, zasnąć w autobusie i obudzić się na końcówce, czy też po prostu kłaść się spać. Nic ciekawego, proza piżycia.

Ale mam małe przesłanie:

  • jeśli potrafisz pić bez ekscesów – good for you!
  • jeśli nie potrafisz, masz dwa wyjścia:
    • nie pij w ogóle, lub
    • podetnij sobie żyły przed piciem – będzie to bardziej efektywne i alkohol lepiej wejdzie, gdy ilość krwi w organizmie będzie mniejsza, przede wszystkim zaś może przynajmniej będzie to jednorazowe i nikogo nie zdenerwujesz

I w tym moralizatorskim tonie życzę resztkom czytelników (to do Was, boty wyszukiwarkowe) Szczęśliwego Nowego Czegośtam i jak najtańszego alkoholu w 2012 roku.

DYSKLAIMER: Wszelkie opisane wydarzenia i osoby im towarzyszące są jak najbardziej prawdziwe.
Imiona nie zostały podane, bo ich nie znałem. Zaznaczam też, że na podstawie mojego opisu osoba postronna nie może zidentyfikować miejsca, ani opisywanych osób, więc jeśli jesteś owym leżącym na podłodze, zamroczonym osobnikiem i chcesz mnie pozwać za zniesławienie, czy coś innego, to: dziwię się, że w ogóle potrafisz przebrnąć przez tekst dłuższy, niż ogłoszenie sprzedaży fretki, ale życzę powodzenia.

Posted in Polska, Różne.


No Responses (yet)

Stay in touch with the conversation, subscribe to the RSS feed for comments on this post.



Some HTML is OK

or, reply to this post via trackback.