Skip to content


Pluszowe misie! (tylko dla dorosłych)

MiśPrzyznaję się bez bicia – jeździłem na rowerze bez kasku. Począwszy od pierwszego rowerka z bocznymi kółkami, poprzez składanego „Pelikana”, pierwszego „górala”, aż do niedawna, kiedy zakupiłem coś lepszego. Już nie jeżdżę, nie mam kiedy. Ale gdybym miał więcej czasu – pewnie i tak jeździłbym bez kasku…

Bynajmniej nie zachęcam do takiego zachowania. Wręcz uważam, że takie lenistwo może zabić. Na szczęście, jak wspominałem, już nie jeżdżę, więc nie mam tego dylematu. Ale kiedy byłem mały, o kaskach rowerowych praktycznie nikt jeszcze nie słyszał – nie moja wina.

Za to w samochodzie zawsze zapinam pasy!

O co mi właściwie chodzi? Już wyjaśniam…

Unia Europejska dba o bezpieczeństwo dzieci, jednak w przypadku najnowszej dyrektywy wiele osób zapyta, czy aby w tej dbałości nie posunęła się za daleko. Zgodnie z nowymi przepisami dzieci do lat 8 nie będą mogły bez nadzoru dorosłych dmuchać balonów i trzeba będzie mieć aż 14 lat, by – „legalnie” – swobodnie bawić się rozwijanymi papierowymi trąbkami tak popularnymi na przyjęciach.

[ źródło: TVN24 ]

No i dobrze. Przecież balonem można się zadławić.

A wiecie, co również przypomina balon? Prezerwatywa! A przecież plemniki to prawie jak dzieci, tylko jeszcze wcześniej, więc jeszcze młodsze – należy zabronić kontaktu plemników z prezerwatywami. Chyba że pod opieką dorosłych… no tak, wszystko się zgadza. Czyli zakaz sprzedaży prezerwatyw osobom poniżej 18 roku życia – PROSTA LOGIKA.

I nie, nie mam zamiaru olewać sprawy. Sam mam małego syna, na którego uważam (słowo-klucz!), żeby nie pakował dziwnych rzeczy do paszczy. Jeśli Unia Europejska jest zdania, że lepiej zadba o mojego syna, niż jego rodzice, proponuję, żeby zaczęła od przysłania kogoś, kto będzie do niego wstawał w nocy i mieszał mleko w butelce (gestapowców od karmienia piersią informuję: uczulenie na białko). A jeśli ma inne pomysły… no nie wiem, może trzeba zacząć od wydania wielkiej, kosztującej miliardy Euro dyrektywy określającej, kto i w jakich okolicznościach ma prawo starać się o potomstwo?

Swoją drogą, pamiętam trochę z okresu dzieciństwa i nigdy nie zdarzyło mi się połknąć czegoś, co nie było zrobione z jedzenia…

Oczywiście oberwało się również misiom. Przecież taki miś to siedlisko zarazków i innych takich! Podejrzewam, że teraz sprawą zajmują się doskonale opłacani specjaliści od zoologii i powstaje obszerny dokument, którego nikt nie przeczyta, zatytułowany „Porównanie ilości zarazków i niebezpiecznych substancji w pluszowym misiu i sierści niedźwiedzia brunatnego – czy należy zalecać kupowanie prawdziwych niedźwiadków małym dzieciom ze względów higienicznych”.

Mówię Wam, jeśli na to będą dofinansowania, będę pierwszą osobą we wsi, która takiego misia kupi. Bo już mam dosyć noszenia Jacka „na barana”.

Paranoi ciąg dalszy:

Posłowie w Brukseli określili limit głośności grzechotek i zakazali sprzedaży rozwijanych gwizdków dla dzieci młodszych niż 14 lat.

[ źródło: naTablicy.pl ]

Panie i Panowie – jestem ZA! Wiecie, jak wygląda rodzic po kwadransie zabawy jego dziecka gwizdkiem, czy innym podobnym akustycznym narzędziem tortur?

Migrena

Właśnie tak...

Nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować UE, że tak bardzo stara się chronić moje dziecko przede mną i mnie przed moim dzieckiem. Prawdopodobnie wszystko to dąży do rozwiązania – według Unii – idealnego, w którym matka miałaby być jedynie inkubatorem, a rodzice razem – płatnikiem składek żywieniowych. Ku chwale ogółu!

Na marginesie, mój Jacek ma półtora roku i nie boi się dźwięku pękającego balona, a jeśli pakuje coś do dzioba to z reguły wyłącznie jedzenie. „Z reguły”, bo również przedmioty, które wyglądają na dobre do drapania po swędzących dziąsłach. Drodzy urzędnicy – nie zastąpicie rodziców. Wydanie ogromnej kasy na ruszenie maszyny biurokratycznej, sporządzenie badań, analizę wyników i ogłoszenie dyrektywy nie zmieni podejścia matek i ojców do wychowania. Jeśli ktoś jest idiotą i nie uważa na swoje dziecko, nie opiekuje się nim jak należy – to się nie zmieni po wejściu w życie nowych  przepisów.

Zajmijcie się czymś pożytecznym. Prostowaniem bananów, czy czymś…

[AKTUALIZACJA – 16.10.2011]

Jak się okazuje, cała sprawa z nadmuchiwaniem okazała się przez media lekko… nadmuchana. Niniejszym aktualizuję:

Sprostowanie sprostowaniem, ale nie byłbym sobą, gdybym powstrzymał się od komentarza: urzędnicy nie wydali ogromnych pieniędzy na badania, czy zabronić dmuchania balonów. Tylko na badanie mające stwierdzić, czy przy dmuchaniu balonika powinien być obecny dorosły.

W czasach PRLu przy „dmuchaniu w balonik” był obecny przynajmniej jeden dorosły – funkcjonariusz Milicji. Metaforyczne…?

 

Posted in Polityka, Polska, Świat.


No Responses (yet)

Stay in touch with the conversation, subscribe to the RSS feed for comments on this post.



Some HTML is OK

or, reply to this post via trackback.