Skip to content


Nie możesz „adoptować” zwierzęcia! Politycy Ci zabronią.

Aż kot...Tak! Nie trzeba było długo czekać na kolejny absurd w polskim rządzie (specjalnie z małej litery, bo dziś nawet zasady pisowni nie przemogą mojej irytacji).

Lubię zwierzaki. Nawet bardziej, niż lubię. Nałogowo staram się pomagać okolicznym (i nie tylko) kotom, czasem udaje się znaleźć im dom, obecnie mam w domu dwa na „tymczas” i chyba zostaną na stałe. W związku z tym, że obracam się w takim, a nie innym towarzystwie (tu dziękuję Fundacji AFN za „kocią” pomoc), nieobce mi są sformułowania „adopcji” zwierzaka, czy też nazwanie kota lub psa „bezdomnym” – pojęcia często stosowane i ogólnie akceptowane.

Okazało się, że to, co oczywiste dla nas, dla naszych polityków oczywistym nie jest…

Nagroda za najlepszą wypowiedź… albo inaczej: nagroda Za Najlepsze Wykorzystanie Czasu Obrad Za Pieniądze Podatników należy dzisiaj do posła Jana Rzymełki.

Poseł Jan Rzymełka (PO) zaapelował o zaprzestanie używania słowa „adopcja” w stosunku do zwierząt. Bo – jego zdaniem – w języku polskim kojarzy się ono przede wszystkim z ludźmi: adoptować można dziecko, a nie psa czy kota. Także „bezdomność” używana w kontekście psów czy kotów nie brzmi dobrze. To kolejne słowo, które zdaniem Rzymełki przynależne jest ludziom, a nie zwierzętom.

[źródło: Gazeta, „Bezdomni bywają ludzie, zwierzęta mogą być bezpańskie”]

 

Zacznijmy od tego, że o zastosowaniu danego słowa powinien decydować autor wypowiedzi. Jeśli użyje niewłaściwego zwrotu, co najwyżej się wygłupi. Ale widać, że poseł Jan Rzymełka wie lepiej.

A może ja się mylę? W końcu jestem tylko skromnym programistą. Zerknijmy na życiorys pana posła… Pozwolę sobie zacytować:

(…) inżynier geolog, filozof, przewodnik tatrzański i beskidzki. Urodzony 07.06.1952 r. w Katowicach. (…) Absolwent Śląskich Technicznych Zakładów Naukowych Katowicach, Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie oraz Wydziału Filozoficzno-Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, Ukończył również Podyplomowe Studium Ochrony Przyrody na Wydziale Leśnym Akademii Rolniczej w Krakowie (…) nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Śląskim na Wydziale Nauk o Ziemi.

[źródło: rzymelka.sejm.pl]

Może to niepełny życiorys, a może mi wzrok szwankuje, ale czy nie powinno tam być czegoś w stylu „Absolwent kierunku Filologia Polska na wydziale Językoznawstwa…”, „uznany autorytet w dziedzinie języka polskiego”, albo „ukończył kurs wieczorowy dotyczący dozwolonych przez prawo zastosowań wybranych słów w stosunku do zwierząt”?

Nie widzę. Chyba nie ma. Sprawdzę jeszcze raz…

Nie, nie ma.

Nie neguję innej działalności pana posła. Po prostu jej nie znam. Doczytałem, że działał w SKN, że był internowany, że działał w NSZZ „Solidarność” – zakładam, że ma zasługi dla kraju.
Niemniej jednak dziwi mnie, że człowiek tak związany z przyrodą („przewodnik tatrzański i beskidzki”), zamiast zajmować się rzeczami naprawdę dla niej ważnymi (i dla kraju), próbuje zwrócić na siebie uwagę przed wyborami, starając się poprawić to, co się nie zepsuło. Bo tak to właśnie wygląda.

 

Mam w związku z tym dwa pytania i propozycję:

 

Po pierwsze: Czy Rząd mógłby oddać mi tę część podatków, która poszła na obrady na temat stosowania wyżej wymienionych słów w stosunku do zwierząt?
Bo uważam, że taki zapis w nowelizacji jest dla obywateli tak samo ważny, jak europejskie rozporządzenie o krzywiźnie bananów.

Po drugie: Jakim, do cholery, prawem, politycy chcą regulować, jakich słów wolno mi używać w stosunku do zwierząt?
Kiedy z Żoną adoptowaliśmy (czekam na pozew za niewłaściwe użycie słowa) sparaliżowanego kota, opiekowaliśmy się nim, jeździliśmy na kroplówki i zmienialiśmy pieluchy (tak! To prawie jak dzieckiem, prawda?), odwdzięczał nam się za to dużo lepiej, niż większość ludzi za jakąkolwiek pomoc. Nie przyjmuję w ogóle do wiadomości, że ktoś mógłby mi zabronić używania słowa „adopcja” z tak mętnych powodów, jak „nie brzmi dobrze”.

Po trzecie: Proponuję, aby nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt zajęła się rzeczywiście ochroną zwierząt. Polepszeniem jakości ich życia (czasem niestety tylko „egzystencji”), zaostrzeniem kar za znęcanie się itp., a nie jeszcze bardziej umniejszała ich ważności i sprowadzała do poziomu przedmiotu.

 

Ostatnio dużo mówi się o tym, że to politycy są dla nas, a nie odwrotnie. Miło by było, gdyby to „nas” obejmowało wszystkich, obojętne ile mają nóg, a nie sprowadzało się do wybranych grup, które oferują najlepsze zyski i mają największe wpływy…

 

Posted in Polityka, Polska.


5 Responses

Stay in touch with the conversation, subscribe to the RSS feed for comments on this post.

  1. szarri says

    tak, a zwierzę nie może „umrzeć” czy nawet „odejść”, musi „zdechnąć”. niektórzy ludzie mają po prostu kompleksy na tyle duże, że muszą wywyższyć się przynajmniej w warstwie leksykalnej, podkreślając wagę gatunku, do którego należą. skoro nie mogą podnieść swojej wartości w inny sposób… każdy potrzebuje poczuć się lepiej, nawet taki biedny, smutny polityk. pozwólmy mu i róbmy dalej swoje…
    adoptować można również prawo, przynajmniej według słownika. ciekawe, co na to jaśnie pan rzymełka?

  2. Usia says

    Absurd =/ niech każdy kto nie jest politykiem będzie z góry gorszy.
    Niech pan poseł się lepiej zastanowi. Ludzie są bezdomni zazwyczaj i w większości przypadków z własnego wyboru a zwierzęta z ludzkiej głupoty….

  3. elka says

    gdyby głupota mogla latać to niektórzy posłowie nigdy by nie zaszczyciliby ziemi, po której stąpają zwierzęta, swymi poselskimi stopy…..

  4. mYoda says

    rząd czy sejm?

    • WRonX says

      Z jednej strony nie rozumiem pytania, zaś z drugiej – a co za różnica…



Some HTML is OK

or, reply to this post via trackback.