Skip to content


Szczery wywiad z polskim posłem

Polski politykI stało się! Absolutnie „znikąd” pojawił się wywiad z polskim politykiem, posłem na Sejm RP, który udało mi się przeprowadzić nie ruszając się z domu!

Anonimowość zapewnia szczerość i otwartość, więc dowiemy się tego, co już i tak wiemy…

 

 

Reality: Witam serdecznie.

Polityk X: Witam, proszę się tylko pospieszyć, za kwadrans mam partyjkę golfa. Mamy tyle czasu, ile będzie trwało tankowanie służbowego samolotu służbową benzyną za pieniądze podatników.

R: Oczywiście, streszczamy się. Pierwsze pytanie, ogólne – jak to jest być politykiem?

X: Wydaje mi się, że tak samo, jak kimkolwiek innym. Nie wyróżniamy się niczym ze społeczeństwa, nie jesteśmy nadludźmi, nie robimy niczego specjalnego… właściwie to w ogóle praktycznie nic nie robimy.

R: Jak w takim razie wygląda przeciętny dzień przeciętnego polskiego polityka?

X: Budzę się wcześnie rano, żeby sprawdzić notowania giełdy amerykańskiej z nocy i zdążyć złożyć zlecenia, które zamieszają na rynku. Sprawdzam pocztę, wrzucam do spamu wszystkie maile od zwykłych obywateli, po czym kładę się ponownie do spania. Wstaję znów około południa…

R: A obrady Sejmu?

X: Ja panu nie przerywam! Właśnie miałem do tego dojść. Wstaję około południa, sprawdzam stan konta bankowego, po czym rzucam monetą. Orzeł – lecę na golfa. Reszka – lecę na krykieta. Jak stanie na kant, losuję ze spamu jeden z maili od szaraczka, po czym odpowiadam, wklejając szablon w stylu „na chwilę obecną nie jestem w stanie pomóc, ale będę miał to na względzie, proszę na mnie głosować, razem zmienimy Polskę” etc. Jak moneta zawiśnie w powietrzu, idę na obrady Sejmu.

R: Jak często się to zdarza?

X: Wbrew pozorom dosyć często, średnio raz-dwa razy na miesiąc. Wie pan, wprawdzie córka dostaje to swoje nędzne kieszonkowe na waciki, ale czasem wszystko wyda, bo to nowy motocykl, bo to torebka od Gucci’ego… no to podkrada się do mnie i łapie tę monetę nad moją głową. Śmiechu jest co niemiara, ale ja muszę się wtedy ubrać i iść do Sejmu…

R: Łakomi się na jedną monetę?

X: Proszę pana! Byle jakimi monetami to ja nie rzucam! To monety kolekcjonerskie!

R: Rozumiem, przepraszam. Jak w takim razie wyglądają obrady?

X: Nie jestem zbytnio zorientowany w tym temacie, to nie jest moja mocna strona. Wiem, że się siedzi i naciska jakieś przyciski. Chodzi chyba o to, żeby ten z ambony już przestał gadać i wszedł następny, czy jakoś tak… Podobno jakieś ustawy przy tym przechodzą… Oczywiście żartuję. Przychodzę do Sejmu, zasiadam na swoim miejscu, po czym odbieram od kolegi schemat głosowania.

R: Schemat głosowania?

X: No wie pan, taka karteczka, na której jest napisane w stylu „Ustawa X: ZA, Nowelizacja Y: PRZECIW” i tak dalej. I już wiem, jak głosować. Czasem sam przeglądam program wystąpień wcześniej i robię takie karteczki dla kolegów, ale zdarza się to bardzo rzadko. To znaczy rzadko zdarza się głosowanie, które w znaczący sposób mogłoby wpłynąć na mój standard życia, więc równie rzadko się wysilam i wykazuję jakąś inwencję.

R: Może pan podać przykład?

X: Oczywiście. Tak się składa, że bardzo lubię golfa. No i ostatnio głosowaliśmy nad nowelizacją Ustawy o Ochronie Terenów Zielonych. Nowelizacja przewidywała skrócenie trawy na polach golfowych o centymetr w porównaniu do obecnych standardów. Oczywiście byliśmy przeciw, bo dobrze się gra na takiej, jaka jest. Najpierw było czytanie, trwało z dwie godziny, potem debata, kolejne cztery… w sumie takie gadanie o niczym, ale ani się zorientowaliśmy, jak dzień minął. Pod koniec było głosowanie, ale żadna nowa ustawa już nie miała szans, bo wszyscy się rozeszli do domów. Śmialiśmy się później, że podatnicy zapłacili nam dzienną stawkę za centymetr trawy…

R: Jeszcze jakieś ciekawe przykłady?

X: Na przykład Ustawa o Ochronie Środowiska. Udało nam się usunąć zapis, który blokował rozbudowanie mojego ulubionego pola golfowego o dalsze dwadzieścia hektarów. Ekolodzy się oburzali, że wykarczowaliśmy do zera ostatnie miejsca lęgowe jakiego tam ptaka i teraz gatunek wyginie, ale co mnie to obchodzi – ważny jest mój gatunek. Poseł. Poza tym daliśmy w łapę tym i owym, to poszli protestować przy budowie autostrady. Taka przepychanka, mówię panu, ciężko jest w tej robocie.

R: A jakie w ogóle są pana poglądy polityczne?

X: Nie rozumiem pytania, może jakieś inne poproszę.

R: Co chciałby pan zmienić w Polsce? Albo w polskiej polityce?

X: W Polsce to chyba nic. Dobrze jest tak, jak jest. Każdy zna swoje miejsce i się nie wychyla, a nawet jak się wychyli, to i tak nic nie zdziała, bo go odchylimy z powrotem. Czyli jest w porządku. W polityce chyba też nic, chociaż wolałbym, aby posłów w Sejmie było więcej, bo czasem jak się przyjdzie to pusta sala i nie ma nawet z kim zapalić, czy napić się wódki. No i przydałoby się, żeby posłowie więcej zarabiali, bo ciężko czasem wyżyć.

R: Ciężko wyżyć?

X: No wie pan, nie jest łatwo to wszystko ze sobą połączyć… Gdyby nie to, że mam kilka mieszkań w Warszawie i kamienicę w Krakowie… no, najem trochę wspomaga nasz rodzinny budżet. A tak to ciężko – na przykład, wie pan, ile kosztuje utrzymanie takiego auta, jak moje? Oczywiście, benzynę mam za darmo, jako poseł, ale cała reszta… fortuna! Gdyby żona nie miała kancelarii prawniczej i nie wygrała ostatnio przetargu na usługi prawne dla organizacji rządowej, byłoby tragicznie.

R: Ale radzi pan sobie jakoś z utrzymaniem rodziny, edukacją dzieci i jeszcze służeniem Polsce?

X: Muszę. To mój obowiązek. Rodzina to chyba docenia, tak myślę. Na przykład ostatnio szwagierce załatwiłem posadę kierowniczą w pewnym zakładzie ubezpieczeń społecznych. W sumie nic nie musi robić, a jakieś tam marne paręnaście tysięcy jest. Bez studiów i po technikum gastronomicznym to chyba by więcej nigdzie nie dostała. Córka będzie niedługo na aplikacji u żony, więc wszystko w porządku. Co to jeszcze… a, no tak, Polska. No służę, służę, jak potrafię najlepiej. Oczywiście nie zawsze jest czas, wie pan, nie można tak codziennie pracować, bo człowiek by oszalał. To dobre dla przeciętnych obywateli. My, politycy, osoby o lotnych umysłach, nie możemy się przepracowywać, przegrzewać swoich zwojów mózgowych, bo moglibyśmy popełnić błąd. I na przykład obniżylibyśmy podatki, czy uposażenie poselskie, albo skrócili trawę na polach golfowych… przeciętny obywatel nie ma pojęcia, jak trudno to wszystko ogarnąć.

R: Wydaje mi się, że przeciętny obywatel ma średnio jeden samochód, jedno mieszkanie i raczej nie gra w golfa…

X: A co mnie obchodzi przeciętny obywatel… Samolot zatankowany, żegnam.

 

Posted in Polityka, Polska.


One Response

Stay in touch with the conversation, subscribe to the RSS feed for comments on this post.

  1. Hobbysta says

    Po prostu muszę napisać komentarz. Tekst jest w znacznym stopniu zbyt optymistyczny co do poziomu naszych umiłowanych przywódców. Raczej nie zajmuje inwestowanie (nieruchomości, giełda, numizmaty). Nawet ci, którzy zaczynali idealistycznie kończą wychlapując żarcie z koryta głośno mlaskając.
    Z drugiej strony tekst lekki, zabawny i jak najbardziej do polecenia, gdyby nie nastręczające się refleksje…



Some HTML is OK

or, reply to this post via trackback.