Skip to content


Ustawa ułatwiająca życie kierowcom – nareszcie konkrety: możemy się pocałować…

WRonX.netGdzieś w okolicy kwietnia wpadłem w umiarkowaną euforię na wieść o planowanych zmianach w przepisach – zmianach mających ułatwić życie kierowcom.

W planach MSWiA było między innymi wprowadzenie Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców. Efekt – właściciel pojazdu (!) podczas kontroli drogowej wystarczyłoby posiadać Prawo Jazdy.

Niestety, jak zwykle wyszło, że nasi politycy mają Jazdy, ale na Lewo…

 

Inną ciekawą nowością byłaby możliwość rejestracji samochodu w dowolnym urzędzie miejskim, lub starostwie powiatowym.

Kolejną – brak konieczności wymiany tablic rejestracyjnych. To chyba trochę wygodniejsze, niż odkręcanie zardzewiałych śrubek, czy w skrajnych przypadkach – rozwiercanie nitów pod urzędem?

Najciekawszą zaś według mnie funkcją wspomnianej Centralnej Ewidencji byłoby zapisywanie (i możliwość sprawdzenia) stanu licznika pojazdu.

 

Co z tego wyszło?

Chciałoby się wzorem Grzegorza Halamy (skecz „Megaopera”) wbiec na scenę i gromko zakrzyknąć „gówno!”. Ale nie bądźmy wulgarni…

Dlaczego nie wyszło?

Po pierwsze: taki system ułatwiałby życie przestępcom.

„Nie będzie już jednego punktu, w którym produkowane są dokumenty. To tak jak przed 2004, gdy rocznie ginęło około 100 tysięcy blankietów, na których później rejestrowano kradzione auta”

oficer Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego

Spróbujmy odnieść się do tego argumentu bez porównywania z przestępcami samych polityków, bo wtedy cała wypowiedź nie będzie miała sensu :)

Może odpowiem jednym zdaniem – kradzieże i podrabianie blankietów nie będzie miało sensu, jeśli ich prawdziwość będzie łatwa do zweryfikowania na poczekaniu podczas kontroli, lub w momencie zakupu pojazdu. Chyba że się mylę, poprawcie mnie.

Po drugie, co mnie wcale nie dziwi: kasa, kasa, kasa!

W projekcie zawarte są rzekomo sprzeczne informacje na temat kosztów jego wprowadzenia – od 50 do 75 milionów PLN. Co do rozbieżności – nie czytałem projektu, więc się nie odniosę. Co do kwoty, pozwolę sobie tylko nadmienić po cichutku, że całe to przedsięwzięcie ułatwiłoby tez życie kierowcom rządowych limuzyn, których utrzymanie kosztuje średnio 8 milionów rocznie.

Kolejna sprawa w tym punkcie, grubsza już:

Dziś blankiety prawa jazdy produkuje jedynie należąca do państwa PWPW SA, która według ministra skarbu po wejściu zmian w życie, straciłaby ważne zamówienie.

(via dgp)

No chwilkę… czyli taka nowelizacja, która miałaby ułatwić życie obywatelom, nie leży w interesie Państwa, bo utrudni życie państwowej spółce? To jaka będzie polityczna definicja „interesu Państwa”, albo raczej, kto bardziej jest częścią Państwa, obywatele, czy państwowe spółki?

Kojarzy mi się nieodmiennie kolejna rzecz: abonament TV. Każdy obywatel powinien płacić. Nieistotne, czy ma w domu telewizor, czy nie, bo przecież

„W obecnych czasach nie ma rodzin, które nie mają telewizora”

Marek Wikliński, SLD [źródło]

Sytuacja analogiczna – jest państwowa spółka, której interes jest interesem Państwa. W interesie Państwa zaś nie leży to, żeby TVP zaczęła produkować dobre seriale, czy ciekawe programy. Tylko w interesie abonentów. Ci do Państwa nie należą.

To znaczy należą. Dokładniej – ich portfele należą do Państwa.


Posted in Polityka, Polska.


No Responses (yet)

Stay in touch with the conversation, subscribe to the RSS feed for comments on this post.



Some HTML is OK

or, reply to this post via trackback.