Skip to content


„Najsłynniejsza Fiesta w Internecie”, czyli jak to samochód sprzedawałem…

FiestaJeszcze w trakcie trwania aukcji postanowiłem sobie, że powstanie ten tekst. Miałem z grubsza ustalony plan, zabezpieczenie w postaci screenów, wystarczyło tylko siąść i napisać. A jednak przez kilka dni pod rząd nie mogłem się do tego zebrać. Raz we znaki dawało się zmęczenie po powrocie z pracy, innym razem czysta „niemoc twórcza”, czy lenistwo, czasem niewyspanie. A może nie wiedziałem jak zacząć?

W takim razie zacznijmy od początku. Od czasów sprzed aukcji. Od czasów tak dawnych, że najstarsi górale ich nie pamiętają. Cofnijmy się do roku 2007…


 

Może trochę przesadziłem. Niektórzy górale mogą pamiętać rok 2007.

Odrobina historii

Z wypiekami na twarzy „oglądałem” samochód. Trzeba było jechać z Krakowa aż na Balice, ale… no właśnie – czy było warto? Wtedy myślałem, że tak. Krótka decyzja – biorę. Wstyd mi wspomnieć, za jaką kwotę…
Była to druga moja Fiesta, zaś pierwsza RS1800 (poprzednia to 1.3). Na forum Fiesta Klub Polska nie było już wtedy chyba tematu, którego bym nie przeczytał, celem zgłębienia wiedzy. Ale i tak nie wiedziałem, jak kupować.

No, ale… ona wtedy wyglądała trochę lepiej… Wygrzebałem zdjęcie z tej aukcji:

Po pierwszej wizycie u mechanika przyszło rozczarowanie. Jak to? Że TYLE muszę dołożyć? No cóż, pomalutku, jakoś doprowadzimy auto do stanu używalności.
Wizyta na stacji diagnostycznej również mnie załamała. „Panie, pan tam podłogi prawie nie masz, nie podbiję dowodu”. No tak… Ponieważ nie chciałem wypaść w trakcie jazdy z fotelem na glebę, postanowiłem „zrobić” i to. Znalezienie blacharza, któremu chciałoby się robić z takim trupkiem było bardzo trudne. Ale miałem nową podłogę i progi!

Za to usłyszałem „ja panu tę podłogę zrobię nową, ale te poszerzenia, to se pan musisz potem sam zamontować, bo mnie się nie chce z tym grzebać”.
Żyć, nie umierać…

Później było jeszcze kilka takich przypadków. A to hamulce, a to zawieszenie, a już z pewnością rozrząd… A przecież ja chciałem wkładać kasę w odrestaurowanie auta, a nie w „bieżące” naprawy!

Sam już nie pamiętam, kiedy przestało mi zależeć. Z „rejestru napraw” wychodzi, że jakoś w okolicach ślubu – po prostu postanowiliśmy kupić coś ciut nowszego. I w kombi. I z klimatyzacją. I… kupiliśmy. A Fieścina poszła w odstawkę, użytkowana kilka razy rocznie. O dziwo – nie rdzewiała na parkingu – dziwnym trafem zardzewiała dużo wcześniej i tak została.
Trochę przysłuży jej się wspomniany w aukcji Janusz, który pożyczając ją na parę tygodni, trafił na niezbyt dobry okres – parę rzeczy trzeba było wymienić od zaraz. I wymienił, za co mu chwała.
Przyszedł spokojnym krokiem rok 2011. Szwagier przyjeżdżał w odwiedziny z kraju, w którym Fiesta miałaby kierownicę po prawej stronie. Szybki rzut oka na papiery… konkluzja: Bartek, jeździsz te parę dni, a potem od razu sprzedaję, bo kończy się polisa i przegląd. Bartek trochę pojeździł. A potem przyszedł czas na sprzedaż…

Aukcja – pomysł i kulisy wykonania

Na początku było zwątpienie. „A kto to kupi?”. „Nie opłaca mi się jej sprzedawać za parę stówek”.

Później pierwsza wizyta w punkcie złomowania:

- Dajemy 300zł jak pan przyjedzie do nas tym autem.
– A felgi będę mógł sobie wziąć?
– Nie ma problemu.
– A światła?
– Też.

Może wyjaśnię: felgi były aluminiowe, lekka renowacja i może poszłyby za drugie tyle. Zaś światła tylne były prezentem od Żony. Przyciemniane, ładne… Żal było się z nimi rozstawać.

Pomyślałem, że spróbuję sił w konfrontacji z Allegro, zwłaszcza, że Żona stwierdziła, że ma w głębokim poważaniu mój sentyment do świateł i nie chce więcej tego auta widzieć.
Od początku założyłem, że przy tym rzędzie wielkości kwoty, jaką mogę uzyskać, równie dobrze mógłbym sobie pozwolić na odrobinę ułańskiej fantazji i napisać taki tekst, żeby wylądować na Joemonsterze i Wykopie – zawsze to coś motywującego.

Zabrałem Żonie aparat i z sercem w gardle („żeby tylko się nie rozleciał!”) zjechałem… 200 metrów poniżej poziomu mojego lokum, na placyk obok wyciągu (tak, w Sieprawiu jest wyciąg narciarski), aby porobić zdjęcia.
Chwilę później wsiadłem znów do samochodu, wróciłem do domu i poprosiłem ładnie „kochanie, daj mi kartę do aparatu”

W końcu jakoś wyszło. Dotoczyłem się do najbliższego komputera i z marszu zacząłem pisać to, co układałem sobie w głowie od paru dni.

 

Aukcja wystawiona i co z tego wynikło

 
Tak wyglądała aukcja już po zakończeniu.

Przeczytałem kolejny raz całość po wprowadzeniu ostatnich poprawek i pełen zachwytu nad własną inwencją twórczą (skromnie, nie?), kliknąłem ostatni przycisk potwierdzający.

Na marginesie, Allegro powinno zainwestować w mechanizmy podtrzymywania sesji podczas edycji, bo można się nieźle zdziwić…

Uznałem, że tekst jest na tyle „akceptowalny”, że można się go nie wstydzić – wrzuciłem ogłoszeni na FiestaKlubPolska i podpiąłem link do aukcji na Facebooku i poprosiłem ładnie, aby ktoś posłał go dalej. Ktoś posłał.

Kilka godzin później otrzymałem pierwszy telefon. Z działu motoryzacyjnego Interia.pl – z pytaniem, czy mogą wykorzystać tekst do artykułu i podlinkować.

"Artykuł" na Interii

 

Ponieważ dodatkowej reklamy nigdy dość, oczywiście się zgodziłem. Podesłałem zdjęcia w wyższej rozdzielczości, a w odpowiedzi niedługo później otrzymałem link do artykułu. Generalnie rzecz ujmując artykuł składał się głównie z tekstu aukcji, ale liczba osób odwiedzających aukcję rosła lawinowo. I dobrze…

Przez chwilę główna strona działu Moto Interii wyglądała tak...

Po krótkiej rozmowie z panem J. z Interii zaproponowano mi współpracę polegającą na pisaniu tekstów do działu motoryzacyjnego. Ponieważ na motoryzacji znam się tak, jak żyrafa na zmywarkach, sprawa pozostała otwarta i dostałem wolną rękę w kwestii tematyki tekstu. Poczekamy, popiszemy, zobaczymy…

 

 

 

 

Niedługo później zobaczyłem link do aukcji na Wykopie. Nie wiedzieć, czemu, następnego dnia zaczęły schodzić maile.

[m****]: Zapomniałeś dodać, że nigdy nie był niemiecką taksówką.
/posłuchałem rady i dodałem/

[h****]: Chłopie – poprawiłeś mi humor na cały najbliższy miesiąc. Poskładałem się ze śmiechu ze trzy ( słownie 3) razy, popłakałem się z osiemnaście.
/i odwodnienie gotowe…/

[k******]: Zaj*****a aukcja! :)
/cenzura moja. Krótko a treściwie :)/

[a*******]: Czy jest szansa aby gimnazjalistki przemieściły się wraz z obiektem westchnień pod okno nowego właściciela?
/mam nadzieję, bo już ich miałem dość/

[M***********]: tak się uśmiałam w swojej nudnej jak ch** pracy czytając opis aukcji właśnie,że z chęcią kupiłabym Twoją maszynę,coby Cię poznać osobiście :)))
/wspominałem, że moja Żona ma Dragunova?/

[s*********]: to był najzabawniejszy poranek w naszej firmie w tym miesiącu; czytaliśmy sobie opis aukcji z podziałem na role
/ :D /

Składano mi propozycje wystawiania różnistych rzeczy na Allegro, czego oczywiście się nie podjąłem – nie lubię pisać nie wiedząc, o czym piszę.

W pierwszych dniach zadzwonił miły człowiek, który umówił się na oglądanie auta. Dwa dni później, kiedy kwota osiągała już ponad 900PLN, upewniałem się telefonicznie, czy rzeczywiście chce Fieścinę obejrzeć. Powiedział wprost „daję 500 złotych od ręki”.

Jakże straszliwie nie żałuję, że się nie zgodziłem… :)

Z ciekawszych rzeczy:

  • Właściciel pewnej firmy komputerowej spytał mnie, czy widziałbym się na stanowisku szefa działu marketingu. Wydaje mi się, że pytanie było retoryczne, bo jak dotąd się nie odezwał, a napisałem do niego dosyć sporo. Może i dobrze, bo z południa na wybrzeże jest dosyć daleko…
  • W związku z „lekkim piórem” propozycję współpracy (oczywiście polegającą na pisaniu tekstów) otrzymałem również od zastępcy RedNacza jednego z wiodących czasopism o tematyce komputerowej – nie wymieniam nazwy, bo jeszcze nie wiem, jak się sprawy potoczą.
  • W międzyczasie ktoś chciał zrobić ze mnie copywritera, ale nie podjął dalej tematu.
  • Ktoś pytał, czy nie pracuję w agencji reklamowej, bo chętnie by wynajął do pisania tekstów na stronę. Na moją odpowiedź, że za odpowiednią kwotę mogę założyć agencję reklamową, sprawa ucichła.
  • Otrzymałem tez telefon od właściciela dosyć dużej firmy handlującej samochodami, który chciał wykorzystać mój „potencjał”. Jak widzę, na razie nie odpisał, bo nie wydaje mi się, żeby mi mail zaginął.

Tak więc wychodzi na to, że słomiany zapał istnieje nie tylko u mnie…

Większość jednak stanowiły maile od ludzi rozśmieszonych tekstem. Bo przecież po to pisałem – żeby przeciętny allegrowicz się uśmiechnął. I uśmiechnęło się jak na razie około 230 osób – z czeego kilka maili było zapytaniami o samochód. Maile przychodzą do dziś.

 

 

Facebook (1)

Facebook (2)

 

 

 

Niedługo później zacząłem zbierać pierwsze gratulacje od znajomych.

 

Facebook (4)

Facebook (3)

 

Było to dosyć ciekawe przeżycie.

 

 

 

Parę stron zalinkowało...

 

Szybkie zapytanie do wujka Google powiedziało mi, że link do aukcji wylądował w wielu miejscach. Serio – w wielu, jak na aukcję auta. Głównie na forach internetowych związanych z motoryzacją (w działach humorystycznych), ale nie tylko.

Tak to wyglądało z mojej perpektywy

 

Kiedy wyjechałem na Święta jeszcze bardziej na południe, co godzinę synchronizowałem pocztę przez komórkę. Zawsze były jakieś nowe maile z Allegro. Nareszcie czułem się kochany! No dobra, przesadziłem… Właśnie w Święta napisał do mnie człowiek z redakcji czasopisma komputerowego. Cały długi weekend minął mi na narzekaniu, że nie będę odpowiadał na tego maila z komórki, bo nie mam możliwości pełnej edycji cytatu… Chyba za bardzo się przejmowałem głupotami.

 

Moto.pl z lekkim opóźnieniem

 

Minęło parę dni, a zainteresowanie nie słabło. Aukcja zbliżała się ku końcowi. Odebrałem kolejny telefon, tym razem z Moto.pl. No tak, zalinkować to każdy chce, a może tak renowację lakieru zafundować? Nie? No trudno…

Motogrono również postanowiło o „nas” wspomnieć… 

 

 

 

 

Pod sam koniec aukcja zaczęła żyć własnym życiem i na własną rękę…

:>

 

Na chwilę obecną (SharedCount) aukcję na Facebooku udostępnia 27 tysięcy osób. No powiedzcie sami – czy ludzie naprawdę nie mają co robić? :)

Strona aukcji na FB

 

Niedawno znalazłem na FB stronę tej aukcji! Wprawdzie jest tylko 15 „fanów”, ale… Ludzie, ogarnijcie się! To tylko zwykły samochód!

(aż zrobiłem screena, bo nikt by mi nie uwierzył…)

Był jeszcze telefon od pewnej agencji z pytaniem, czy nie opisałbym przebiegu aukcji i reakcji polskiej części Internetu. Ponieważ i tak miałem to zrobić (i właśnie robię, chociaż z opóźnieniem), zgodziłem się z założeniem, że oryginał tekstu znajdzie się na moim blogu – właśnie macie niewątpliwą przyjemność czytać go.

Dopełnieniem całości był zaś mail od pana Michała z OSK „KOMBI” w Krakowie. W odpowiedzi na moje zapewnienie z aukcji („pieniądze ze sprzedaży tego pojazdu zostaną przeznaczone na Prawo Jazdy dla mojej Małżonki oraz pierwsze naprawy blacharskie”), moja Małżonka otrzymała zniżki na kurs. Ponieważ kurs już ukończyła, a teraz potrzebowała tylko jazd przypominających, na nie  również otrzymała zniżki. DZIĘ-KU-JE-MY! :)

Była jeszcze propozycja zakładu o pół litra wódki, ale o tym na końcu…

 

Koniec licytacji i  sprzedaż

W miarę, jak licznik odwiedzin wzrastał, a pozostała do końca aukcji ilość czasu malała, powoli wracałem myślami do „normalnego” życia. Nie chcę być źle zrozumiany, ale kiedy człowiek dostaje nagle takiego motywacyjnego, „doceniającego” kopa od Internetu (i nie tylko, jak się okaże za chwilę), ciężko się potem odzwyczaić. Postanowiłem powoli lądować na ziemi.

Już za chwilę pozbędę się samochodu, skończą się maile, licznik odwiedzin się zatrzyma, wszystko wróci do normy.

Jakże się myliłem… Ale zacznijmy od początku końca.

Auto zostało wylicytowane na kwotę 1424PLN. Zapłaciłem za nie więcej, ale wtedy wyglądało lepiej. Teraz w najśmielszych marzeniach nie oczekiwałem takiej kwoty – już gdy padł tysiąc, wrzaskiem radości obudziłem Żonę, za co mi się oberwało oczywiście… no ale ja nie o tym…
Przez czas trwania aukcji, kiedy zaczęła być popularna, zastanawiałem się, jak taka popularność mogłaby się przełożyć na coś bardziej namacalnego. No, nie oszukujmy się – jak popularność przekuć w ogromną górę kasy.

Doszedłem do prostego wniosku – nie zawsze się da, a w moim przypadku szczęściem można będzie nazwać moment, kiedy ktoś zalicytuje za 500PLN. Z tym wnioskiem w głowie kontrolowałem co jakiś czas kwotę licytowaną. Pierwotne założenia były zachowawcze, ale niewiele się pomyliłem. O tym również dalej. W każdym razie pierwszą korzyścią materialną, płynącą z popularności aukcji była z pewnością kwota sprzedaży. Nie wierzę, że bez tych 500 tysięcy wyświetleń (mniej-więcej, na chwilę licytacji najwyższej kwoty) udałoby mi się tyle uzyskać.

W czwartek zadzwoniłem do „szczęśliwego zwycięzcy”. Umówiliśmy się na piątek. Obgryzając paznokcie do łokci i paląc jednego super-lighta za drugim, czekałem na przyjazd Krystiana. Jechał spod Radomia, więc kawałek drogi miał, niemniej jednak jako człowiek, który do cierpliwych nie należy, byłem ciut podenerwowany – a może ktoś sobie jaja robi?

Nie robił. Przyjechał. Żeby było zabawniej, z dworca w Krakowie do Sieprawia – taksówką…

Po ochrzanieniu nabywcy za rozrzutność (przecież z takim autem to każda złotówka się przyda!) i zwróceniu uwagi, że sam bym go chętnie przywiózł i jeszcze kawę postawił, przeszliśmy do konkretów, czyli do sprzedaży. Nastąpiło rytualne obejrzenie i wypróbowanie samochodu. Krystian jako człowiek mający mechanikę w małym palcu, przyjechał uzbrojony w zestaw narzędzi, których nazw nie potrafiłbym wymienić, po czym stwierdził, że auto nie rozsypuje się od kaszlnięcia i generalnie jeździ – więcej nie chciał wiedzieć, spieszył się.
A może po prostu więcej nie chciał wiedzieć? Hmm…

Na początku myślałem, że najlepszym momentem „sprawdzania” samochodu pozostanie moment wsiadania – kiedy znalazłem pustą butelkę po piwie na podłodze (dzięki, szwagier! Miałeś oddać!). Ale człowiek czasem się myli. Kiedy demonstrowałem, że centralny od bagażnika „działa! A jakże!”, podnieśliśmy klapę, a naszym oczom ukazał się widok nie do opisania… Dość powiedzieć, że nie mam pojęcia, czyje to były klapki i skąd do cholery tam się wzięło tyle wody destylowanej.

Usunięcie śmieci z bagażnika zajęło mi mniej-więcej tyle czasu, ile trwałoby nakłanianie polityków, aby zmądrzeli. Udało się, ale wstyd pozostał.

Po spisaniu umowy, wymianie dowodów osobistych i sfinalizowaniu przepływu gotówki, Krystian odjechał w stronę zachodzącego słońca. A właściwie to w stronę Zakopianki; było jeszcze przed południem.

Uśmiechnięci i weseli, wróciliśmy z Żoną do domu, gdzie zorientowałem się, że nie dałem szczęśliwemu nabywcy dokumentów od butli gazowej, koniecznych do przeglądu. Całe szczęście, Poczta Polska po raz pierwszy stanęła na wysokości zadania i pozwoliła mi wysłać je poleconym. Problem solved…

Przez parę dni martwiłem się, bo Krystian miał zadzwonić, czy dojechał :) Na szczęście wszystko poszło dobrze. Nowy właściciel z marszu zabrał się za doprowadzanie samochodu do stanu używalności. O ile się orientuję, mam prawo do publikowania korespondencji, której jestem adresatem, więc wrzucę tu większy kawałek (formatowanie moje):

(…) pierwsze to te luzy – krzyzak - niestety dostepny tylko w orginale z cala kolumna kier. 1200zł znalazlem na szrocie FARTEM za 20 zyla + kupiłem u nich klape, pas, zawiasy do dzwi, klamke kierowcy, stacyjke z kluczykiem korkiem wlewu paliwa i zamkami do drzwi, jakies plastyki, 2 lampy z silniczkami, lusterko prawe, przełacznik podnoszenia szyby (caly czas wlaczone bylo opuszczanie szyby i silniczek sie zacial) no i wyciałem pas tylny i wlew paliwa ale to juz robota dla kumpla blacharza, u brata zamowilem przegub tulejki wachaczy (sciaganie przy hamowaniu w prawo) i ta nieszczesna rolke (…)

Słuchajcie… to jest mail z piątego maja. Aukcja zakończyła się 28 kwietnia, a w międzyczasie by długi weekend… „Szacuneczek”, jak mawiają…

 

To jeszcze nie koniec!

Przypuszczałem, że temat jeszcze wróci. Nie przypuszczałem, że z takim hukiem. Pewnego pięknego majowego dnia odebrałem telefon od pani Agnieszki z… TVN. Pani Agnieszka poinformowała mnie, że robią materiał o… nie do końca zrozumiałem przesłanie, ale chyba o głupkach z Internetu…? Nieważne. Robią materiał i chcieliby, żebym powiedział parę słów do kamery („to się wytnie!” /B. Smoleń/), a zostanie to wyemitowane w głównym (19:00) wydaniu Faktów TVN.

Nie powiem, że mnie nie zatkało, ale taka sława, jak ja, musi być przyzwyczajona do kamer

Napisałem do Krystiana, podałem mu numer kontaktowy, dzień później zwalili mi się do pracy z kamerą, źle zaparkowali, nie chcieli objąć kadrem logo firmy i zadawali osobiste pytania. Oczywiście wycięli wszystkie moje polityczne komentarze i aluzje do cen benzyny, wszystkie zawoalowane product-placementy i najbardziej inteligentne odpowiedzi (Wujek Staszek mógłby się ode mnie uczyć). To, co zostało, zawiera się w paru sekundach i stawia mnie w świetle dokładnie takim, w jakim powinienem być, jako były właściciel takiego samochodu :)

(w tym miejscu chciałbym podziękować WordPressowi, że bez pluginów wstawianie filmów z YT jest takie łatwe, ale na podglądach wyświetlają się w kratkę)

Nie muszę chyba mówić, że reakcja znajomych była… „bezcenna” :)


Podsumowanie zysków i strat

Oczywiście zdarzały się głupie telefony, ale na szczęście ostatnio wprowadzono nowe kary za stalking, więc nie koncentruję się na razie na stratach.

Ogólnie jest całkiem nieźle. Pierwszym „namacalnym” profitem, jak wspomniałem, jest sama wylicytowana kwota.
Drugim – zniżki w OSK (powodzenia, Kochanie! :)).
Trzecim – maleńka prowizja za ten wpis (robię coś dla siebie i jeszcze mi ktoś płaci?!).

Jeszcze coś. Na końcu, ale nie najmniej ważne. Pewien użytkownik Allegro zaproponował mi zakład – jeśli licznik odwiedzin aukcji do czasu jej zakończenia przekroczy 500 tysięcy, wysyłam mu pół litra. Jeśli nie – on wysyła mi. Zaproponowałem dodatkowy warunek – cena musiałaby jeszcze przekroczyć 2000PLN.
Zakład został przyjęty. Z licznikiem rację miał on, z ceną – ja. W ostatecznym rozrachunku zakład wygrałem.

Butelka przyszła kurierem. Dziękuję!

Profitami przyszłościowymi będzie ewentualne napisanie i opublikowanie tekstu, czy dwóch – jeśli propozycje współpracy pozostaną w mocy. No i – jeśli coś z tego wyjdzie – może kilku czytelników, którym będę mógł na łamach Reality żalić się na głupotę polityków, sytuację w kraju i podobne rzeczy…

 

Jeśli doczytaliście do tego miejsca wiedzcie, że gdybyście wyszli z pracy w momencie rozpoczęcia, już bylibyście w domu.

Posted in Internet, Różne.


14 Responses

Stay in touch with the conversation, subscribe to the RSS feed for comments on this post.

  1. Pat says

    Eeee z pracy do domu krócej niż pół godziny, w Krakowie???

  2. Olik says

    Na szczęście jestem bezrobotna i mogłam to przeczytać przy porannej kawie ;)

  3. Szary Burek says

    No nareszcie, długo czekałem na ten wpis no i się doczekałem :) widzę, że zacząłeś przygodę z blogowaniem, polecam na blogu zainstalować AdTaily a tak poza tym będę tu wpadał.

  4. obi says

    Stary wymiatasz :)

  5. pwl says

    Jeszcze tylko fajnie byłoby zobaczyć jak auto będzie wyglądało ‚po renowacji’ ;-)

  6. opis says

    Czytałem w zeszłym roku lub dalej ofertę na innym portalu dotyczącą sprzedaży TICO napisaną w podobnym tonie jak Twoja aukcja i tamta bardziej mnie rozbawiła (może przy czytaniu Twojej nie było już takiego efektu jak za pierwszym razem „kołpaki z tesco …), później czytałem aukcję o golfie3 było równie śmiesznie (triksenony, korbotroniki drzwi …)

    Ogólnie miałeś fart że interia rozdmuchała tę aukcję

    • WRonX says

      @opis: Interia pomogła, ale nie spłyciłbym tego do krótkiego „miałeś fart” z racji faktu, iż Interia nie wybrała tej aukcji drogą losowania.

  7. Gucciemane says

    Każdy programista ma jakiś ukryty talent :d Poza tym ,że jest programistą ;]

  8. Domer says

    Człowieku, miażdżysz kosmos!

  9. Krystian nowy nabywca says

    prace nad fiesta stanely, brak kasy + zgłoszenie do MTV watpie ale kto wie boje sie tylko ze zepsuja to auto zamiast pomoc mi je odnowic

    • WRonX says

      Przykro mi to słyszeć. Tak czy siak, trzymam kciuki za powodzenie prac renowacyjnych i jeszcze raz dzięki za transakcję. Chyba zapomniałem Ci wystawić komentarza na Allegro… w najbliższym czasie nadrobię zaległości :)

  10. wolly says

    I jakie losy autka?



Some HTML is OK

or, reply to this post via trackback.