WRonX?

Autor niniejszego zbioru bezsensownych artykułów, obdarzonych niewygórowanych lotów humorem i nędznej jakości kodem, pretenduje do miana człowieka. Czy to wystarczy, aby wyrobić sobie o nim opinię? :)

No dobrze, po kolei. Urodziłem się w ponurą, burzową noc w monumentalnym budynku krakowskiego szpitala, dokładnie sześć lat przed sławetnym czwartym czerwca 1989… Dokładniej to nad ranem, ale chciałem zbudować klimat…

Historia komputerowa

Początki mojej edukacji komputerowej datuję na 7 klasę podstawówki, kiedy otrzymałem pierwszy komputer (Pentium 120MHz!).
Zrazu trudne rzeczy, po jakimś czasie okazywały się dosyć proste. Były to czasy Windows 95, czyli – jak sama nazwa wskazuje, mnóstwo czasu musiałem spędzić wpisując DOSowe komendy w wierszu poleceń :) A było co robić. Pierwsze “rozpakowywanie” archiwów ARJ, pierwszy kontakt z ZIPem, pierwsze wstukiwanie parametrów pamięci w config.sys i autoexec.bat. Ajj…

Jeszcze w owej siódmej klasie podstawówki, jeden z moich kolegów przyniósł mi dwie (chyba) dyskietki z Turbo Pascalem 7 i podał na początek funkcję writeln(). Do reszty trzeba było dojść samemu, korzystając z Helpa. Nie było źle. Niedługo później powstał mój pierwszy (i ostatni) pascalowy program pseudo-graficzny.

Później, po przeczytaniu w którymś Gamblerze działu DDT (DiskEditor Dream Team bodajże), który traktował o przerabianiu save’ów w grach, rozpocząłem swoją wielką przygodę z “kombinowaniem tam, gdzie nie trzeba” :) I tak mi już zostało.
Po rozpracowaniu save’ów w paru grach (czasy Sim City 2000 i ADOM) motywacja do kombinowania wzrosła.

W międzyczasie dostałem się do Technikum Łączności do klasy o profilu teleinformatyka. To było dopiero szaleństwo. Dostępna za darmo pracownia internetowa, w której można było siedzieć praktycznie do nocy. Elektronika cyfrowa. Programowanie mikrokontrolerów (asembler i BasCOM). I inne podobne.

Czasy technikum wspominam chyba najlepiej. Wtedy zacząłem naukę C++ (którego do dzisiaj nie lubię). Wtedy też zetknąłem się z Borland C++ Builderem, w którym na koniec tego etapu nauki powstał edytor graficzny do obsługi urządzenia (interfejs graficznego wyświetlacza LCD na COM) skonstruowanego w ramach pracy dyplomowej. Tytuł technika telekomunikacji został zaliczony.

W technikum zetknąłem się również (za sprawą dostępnego tam łącza internetowego) z zagadnieniami reverse engineeringu, które wciągnęły mnie znacznie. Były to godziny, a nawet całe noce spędzone na “łamaniu” różnych programów za pomocą SoftICE, Win32DASM i Hiew. Kiedy trud się opłacał, dostarczał wielkiej satysfakcji.

Nie pamiętam dokładnie, kiedy zaczęła się moja przygoda z PHP. Jej początki giną w pomroce dziejów i są związane ze stworzeniem witryny dla grupy mailowej, która już nie istnieje (w tej postaci, co wtedy). Uczyłem się wtedy zarówno podstaw obsługi sesji i mechanizmów logowania, jak i komunikacji z bazą danych.

Po opanowaniu pewnych technik, trafiła mi się praca polegająca na stworzeniu dużego “wewnętrznego” systemu obsługi zamówień dla pewnej malej firmy. Kolejne modyfikacje systemu trwały jakiś czas (chyba z 1.5 roku). Tak więc, jeśli przestaną Wam działać kaloryfery w bloku, to nie moja wina…

Niedługo po zakończeniu tej przygody otrzymałem propozycję pracy w innej firmie. Na początku moja rola miała ograniczyć się do przerobienia engine’u i wyglądu sklepu internetowego, zakupionego od pewnej firmy, do której linka nie podam, bo aż wstyd. Od sklepu płynnie przeszliśmy do strony, później do panelu administracyjnego, kolejnych rozszerzeń funkcjonalności, jeszcze nowszego wyglądu… Następnie doszło tworzenie pluginów dla firmowej Wikipedii oraz oprogramowanie trójwymiarowych modeli Acrobata w JavaScript. Później jeszcze kilka innych rzeczy, jak np. oprogramowanie Excela w VB (tfu!).

Jakoś zupełnie w międzyczasie obroniłem pracę magisterską, której celem było stworzenie dla pewnej fundacji systemu rezerwacji miejsc na wakacjach dla dzieciaków. Jak można się domyślać, wykorzystałem dotychczasowe doświadczenia i niektóre kody. I nauczyłem się czegoś nowego.

Wraz z rozpoczęciem rozmyślań nad pracą magisterską, rozpocząłem nieśmiałe próby opanowania jQuery, przeplatane próbami opanowania się i nie rzucania szklankami podczas nauki AJAXa. Jakoś idzie.

W jeszcze innym międzyczasie, albo może nawet poniewczasie, założyłem działalność gospodarczą (tak, zajmuję się hodowlą ryb śródlądowych). Firma nie posiada jeszcze własnej strony, gdyż… nie mam na to czasu.

Jak na razie moim celem na przyszłość jest nauka cały czas nowych rzeczy. Co jest dosyć trudne do pogodzenia z pracą. Ale nie niemożliwe. W chwili obecnej na mojej tapecie jest nauka C#, zaś najwięcej czasu poświęcam teraz Arduino, za sprawą mojej Żony.

Historia niekomputerowa

Aby zaprzeczyć stereotypowi geeka, muszę wspomnieć o kilku odmiennych tematach.

Gdzieś w okolicach technikum zacząłem przygodę z grami role playing. No tak, miałem zaprzeczać stereotypom… no trudno. Na początku był WFRP, później trochę L5K, CP2020, DP jeszcze później AD&D. cRPG również ma u mnie stale zarezerwowane miejsce, z Badur’s Gate i Oblivionem na czele :)

Przygoda z żeglarstwem zaczęła się gdzieś w 2001 roku wyjazdem (jako uczestnik) na obóz żeglarski z Saltromem (tak, ci od pracy magisterskiej). I trwa do dziś, z przerwami, tylko teraz jeśli jadę, to jako kadra. Patent żeglarski to dobra rzecz. W okolicach 2000/2001 razem z pasją żeglarską uroiła mi się w głowie pasja szantowa. Z tego powodu męczę w domu Żonę i Kota ciągłymi próbami opanowania gry na harmonijce ustnej i bodhranie. Pasja szantowa płynnie przekształciła się w słuchactwo muzyki celtyckiej i otrzymanie od ekipy pewnego portalu szantowego posady opiekuna największego internetowego śpiewnika szantowego w Polsce. Miło :)

Gdzieś pomiędzy tym wszystkim udało mi się wsiąknąć w świat stali, co zaowocowało zbieractwem żelastwa okołonożowego. Drogie to hobby, ale daje dużo radości. Zaś spotkania w knajpie z podobnymi maniakami powodują bezcenny wyraz twarzy innych klientów. Nieczęsto wchodzi się do lokalu, w którym na jednym stoliku leży 30 noży i 10 latarek. I siedzi przy nim 5 osób :)

Oprócz tych dziwnych zainteresowań jestem statystycznym człowiekiem, pożerającym ogromne ilości polskiej (i nie tylko, ale głównie) literatury fantasy i pochłaniającym równie duże ilości piwa i chipsów.

Z rzeczy najaktualniejszych i najważniejszych, dnia 31.07.2009 pojąłem za Żonę przecudowną istotę, która stara się wciąż nie zabić mnie za moje pasje, zaś 13.04.2010 urodził mi się równie cudowny, co rozwrzeszczany syn :) Obecnie uczymy się chodzić :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *