Inglisz lengłydż hard lengłydż?
październik 16th, 2008. Brak komentarzy.
Kategorie: Inne, Przemyślenia, Software.
Dziś może słówko na temat dopracowywania szczegółów. Jest to niewdzięczny etap, często pomijany w procesie developerskim.
“Jeśli kod się kompiluje – sprzedawaj!”
Skąd taki temat? Dzisiaj dostałem e-mailem, jak codzień, świeżą ofertę z Giveaway of the Day. Sama zapowiedź wyglądała ciekawie: Hide Wizard, program mający ukrywać programy podczas autostartu, pliki i foldery na dysku. Ochrona hasłem, przezroczyste okienka, wiązanie krawatów etc.
Postanowiłem zerknąć na stronę produktu. Moją uwagę, jak zwykle, przykuł dział zrzutów ekranu – już taki jestem, lubie wcześniej zobaczyć interfejs, co daje mi pogląd na bogactwo funkcjonalności oraz przystępność. I trochę mi oczy wypłynęły…
W pierwszym momencie, link podpisany jako “More screenshot”. No dobrze, mogli się pomylić, zapomnieć o tym “s” na końcu. Poza tym to “tylko” strona WWW. Nie czepiam się. Przeglądamy screenshoty:
- “Try to Double-Click or Right-Click mouse in list”. Że what?! Co to za ślambździungwa gramatyczna? Mam spróbować kliknąć myszkę z prawej strony, albo dwa razy? Może stary dobry “doubleclick”, czy “RMB”?
- “only keybord”. Nie wiem, jak skomentować
- “Possword”. Może to chodziło o “BossWord”? W stylu “Jak Pan dzisiaj dobrze wygląda, Szefie”?
- Notoryczne produkowanie konstrukcji w stylu “słowo,słowo”. O ile pamiętam, po przecinku następuje spacja, czyż nie?
- Równie notoryczne rozpoczynanie nazw opcji w trybie mieszanym, tj. w jednym miejscu dużą literą, a zaraz obok – małą.
Nie wiem, co o tym myśleć. Teoretycznie program zdobył jakieśtam nagrody. Może działa. Może się czepiam “paru literówek”. Ale do jasnej ciasnej, trochę ostatnio za bardzo uważam na stabilność działania mojego systemu, żeby ją narażać na szwank instalując oprogramowanie stworzone przez firmę, której nie chciało się nawet poprawnie skonstruować zdań, czy pojedynczych wyrazów interfejsu! To chyba mówi trochę o dokładności i dbałości o szczegóły?
Nawet, jeśli program wypuszcza firma składająca się z dwóch szwedzkich ogrodników kierowanych przez albańskiego pasterza – nie jest to wytłumaczenie dla niedbalstwa w tłumaczeniu.
Wspomnianemu oprogramowaniu mówię stanowcze, zdecydowane raczej nie. Może w przedstawionych na tym blogu źródłach również nie przywiązuję wagi do niektórych rzeczy, ale ja nie przedstawiam gotowego, dopracowanego w każdym calu oprogramowania, tylko podsuwam pomysły i sposoby rozwiązania konkretnych problemów. I nie sprzedaję ich za 30 czy 130 USD!